Egipt Sharm
 
 
Logowanie
Przypomnij hasło
Załóż konto
Start e - WB Konkurs foto Archiwum Sklep Tapety Kontakt
TAPETY WB
Start
PATRONATY MEDIOWE WB:
SPRZĘT:
MEDYCYNA NURKOWA:
MIEJSCA NURKOWE:
Antarktyka
Australia
Egipt Dahab
Egipt Hurgada
Egipt St. Johns
Filipiny
Galapagos
Palau
Kajmany
Mauritius
Palau
Sudan
Wakatobi
Egipt Sharm
Komodo
Papua Nowa Gwinea
REKLAMA
POLECANE STRONY
CENTRA NURKOWE POLSKA
POLSKIE CENTRA NURKOWE ŚWIAT
 
Wyszukiwarka    
Sharmwood - wytwórnia nurków

Tekst: Agnieszka Michalska
Zdjęcia: Darek Sepioło

Artykuł ukazał się
w Wielkim Błękicie nr 7/2006


Swoją pierwszą podróż do Sharm El Sheikh odbyłam ponad 4 lata temu. Od tamtej pory regularnie wracam do Egiptu. Przyznam, że teraz rok bez wyjazdu nad Morze Czerwone to dla mnie rok stracony. Mimo, że kilka razy do roku udaje mi się wyjechać jeszcze gdzieś dalej, żeby ponurkować, to zawsze z przyjemnością wracam właśnie do Egiptu.

Nurkowanie zaczyna się w Sharm

W moim przypadku zaczęło się dość standardowo. Któregoś lata przyszedł po prostu czas wakacji i urlop w Sharm. Przed wyjazdem nie przypuszczałam, że tak jak dla tysięcy osób, Morze Czerwone także dla mnie stanie się miejscem szczególnym. Wtedy nie sądziłam, że nurkowanie będzie moją pasją. A jednak… Od tamtej pory każdy kolejny rok życia przynosi odkrywanie wielkiego błękitu w coraz to innych miejscach na Ziemi.

W chwili, kiedy po raz pierwszy zanurzyłam się na Tiranie, poczułam niesamowity stan nieważkości, zobaczyłam tętniące życiem Morze Czerwone, rozpoczęła się moja przygoda z nurkowaniem. Jestem przekonana, że każdy, kto swoje pierwsze nurkowanie zrobi właśnie w Egipcie, każdy, kto zobaczy niesamowite rafy, okalające wybrzeże Synaju, zakocha się w tym miejscu i na długo zostanie mu wierny. I choć mogę się założyć, że co najmniej kilku czytelników z pogardą myśli o takiej wersji zdarzeń, to jestem przekonana, że nic lepszego nie mogło mi się przydarzyć, chyba, że start w Dahab, ale to inna historia. Podczas mojego pierwszego nurkowania na niepowtarzalnej rafie spojrzałam na bajecznie piękną przestrzeń, zobaczyłam rafę, mieniącą się tysiącem kolorów i zakochałam się. W tak oto banalny sposób zaczęła się moja przygoda z nurkowaniem. Teraz nie jestem w stanie wyobrazić sobie wakacji bez nurkowania, bez wyjazdu nad Morze Czerwone!

Historia

Sharm el Sheikh jest najważniejszą miejscowością wypoczynkową na półwyspie Synaj. Sharm jest też znane jako „The City of Peace” - Miasto Pokoju co odnosi się do wielu międzynarodowych konferencji pokojowych w sprawach bliskiego wschodu, które się tu odbywają.
 
Sharm jest położony na cyplu, z którego rozciąga się widok na wyspę Tiran i basen zatoki Aqaba. Strategiczne położenie miejscowości sprawiło, że z małej wioski rybackiej powstał duży port i ważny punkt wojskowy dla Egipskiego Navy. Opanowany przez Izrael w trakcie konfliktu w 1956 roku został zwrócony Egiptowi w 1957 roku. Międzynarodowe siły pokojowe stacjonowały tam aż do 1967 roku, kiedy to ponownie miasto zostało opanowane przez Izrael i oficjalnie przemianowane na Mifratz Shlomo. Mimo to nazwa Sharm el Sheikh pozostała w powszechnym użyciu. Sharm pozostało pod izraelską kontrolą do chwili, gdy półwysep Synaj nie został zwrócony Egiptowi w 1982 roku. Czyli miało to miejsce stosunkowo niedawno.
 
Hierarchiczne usytuowanie wpłynęło na podział terenów wokół zatoki Aqaba na strefy, miasta i centra. Tereny przylegające do zatoki zostały podzielone na cztery miasta: Taba, Nuweiba, Dahab i Sharm el Sheikh. Sharm został podzielony na pięć części: Nabq, Ras Nusrani, Naama Bay, Umm Sid and Sharm el Maya. Plany zagospodarowania Sharm pokazują i przewidują, że miejscowość ta osiągnie 42 km² w 2017 roku. Jednak jeszcze przed 1967 rokiem, Sharm el Sheikh było jednie małą, mniej niż tylko okazjonalnie odwiedzaną przez lokalnych rybaków wioską. Najbliższą osadą była Nabk, na północ od Ras el Nasrani (Schody Tiranu). Komercyjna działalność wioski rozpoczęła się podczas obecności Izraelitów, którzy wybudowali miasto Ofira spoglądające na Sharm el Maya Bay i Nesimę. Dzięki temu rozpoczął się pierwszy napływ turystów. Po tym jak półwysep Synaj został w 1982 roku oddany Egiptowi, rząd postanowił kontynuować strategię rozwoju miasta. Zagraniczni inwestorzy przyczynili się do zwiększenia rozmachu inwestycji. I tak do dnia dzisiejszego Sharm się rozrasta, rozkwita, starając się utrzymać naturalne piękno tego miejsca.

Mówi się, że Sharm el Sheikh to perła egipskich kurortów. To określenie poniekąd oddaje charakter tego miejsca, głównie ze względu na czyste, mieniące się wszystkimi odcieniami błękitu Morze Czerwone. Podwodne ogrody koralowców, piękne, piaszczyste plaże Synaju ściągają każdego roku rzesze turystów spragnionych słonecznego wypoczynku. Kurort Sharm El Sheikh położony jest na najdalej wysuniętym na południe końcu Półwyspu Synajskiego. Sharm składa się z trzech zatok: Shark Bay, Naama Bay i Maya Bay wraz z Hatabą. Miejscowość, głównie z racji politycznych zawirowań, zyskała popularność znacznie później niż Hurghada. Dzięki temu rafy znajdujące się w pobliżu są w lepszej kondycji niż te w pobliżu Hurghady, co dla nurków ma duże znaczenie. Również komercyjna działalność armatorów została zredukowana w latach 90-tych, co nastąpiło w wyniku zmian prawnych w ustawie o ochronie środowiska. Taka decyzja także pozytywnie wpłynęła na stan środowiska i jakość raf.
 
W Sharmie a dokładniej w Naama Bay turyści znajdą kilka atrakcji, do jakich należą; odwiedziny Hard Rock Cafe czy Planet Holywood, a jeśli zabraknie gotówki to zawsze można spróbować szczęścia w kasynie. W 2005 roku Little Budda zdobył tytuł najdłużej funkcjonującego bez przerwy baru na bliskim wschodzie. Inne popularne miejsca to: Camel Bar, The Tavern, Pirate's Bar, Movenpick Beach, and The Mexican. Dla żądnych przygód oprócz nurkowania proponowane są wieczorne przejażdżki na quadach – te najwięcej emocji przysparzają przy blasku księżyca. Natomiast dla osób ceniących historię niezapomniana może okazać się wspinaczka na górę Mojżesza do Klasztoru św. Katarzyny. Turyści spragnieni poznania tutejszych zwyczajów mogą udać się do wioski beduińskiej. To co zachwyca w Sharm to kolory – na bazarach można znaleźć ciekawe stroje, czy tkaniny, ale też przyprawy i barwniki mieniące się tysiącem intensywnych barw. Sharm to także niepowtarzalny smak sziszy.

Na drugi kontynent tylko w 4 godziny

Do Sharm lata wielu Polaków. Przybywają tu tysiące turystów z całej Europy. Dostępność Egiptu jest wielkim atutem. Aby dostać się do innych spot’ów nurkowych na świecie, trzeba pokonać dystans, który zajmuje często ponad 24 godziny. Tymczasem lot z Warszawy do Sharm trwa zaledwie ok. 4 godzin. Skok przez Morze Śródziemne i jesteśmy na miejscu. Jesteśmy w jednym z najlepszych miejsc nurkowych na Ziemi.
 
To, że Egipt jest wyjątkowy, widać już z wysokości 10.000 metrów. Gdy samolot wkracza nad jego terytorium, z lotu ptaka można podziwiać wijący się serpentynami Nil. Kiedy wlatujemy nad półwysep Synaj, położony między zatokami: Sueską i Akaba, trudno opamiętać się z zachwytu. Ten dziewiczy, górzysty teren, charakteryzujący się podzwrotnikowym klimatem, gdzie występuje jedynie roślinność półpustynna i pustynna, mimo swojej surowości i nieprzystępności robi ogromne wrażenie. Czerwono-brązowy kolor gór w połączeniu z niezwykle intensywnym turkusem i błękitem morza to niezwykła kompozycja. Ten widok warto zobaczyć na własne oczy. Z samolotu dokładnie widać każdą rafę koralową, każdą formację, przy których można znaleźć się parę godzin później i zanurzyć się w otaczających je wodach.

Turystyczne eldorado

Niestety, dostępność i atrakcyjność półwyspu Synaj sprawia, że miejsce to przeżywa boom turystyczny. Przemysł ten stanowi obecnie największe źródło dochodów Egiptu, co ma swoje konsekwencje i, niestety, panuje tu wielki harmider. Setki kompleksów hotelowych są wypełnione po brzegi przyjezdnymi, którzy są spragnieni słońca i widoku palm. W znacznej części turyści lokują się na tydzień bądź dwa w takim pseudoekskluzywnym hotelu (wyłączając kilka z tej naprawdę najwyższej półki) i właściwie nie wychodzą poza jego ogrodzenie. Chyba że na wieczorne polowanie na „egzotyczne” pamiątki lub po to, by pokazać się na zatłoczonym deptaku w miasteczku. Osobiście po kilku godzinach spędzonych nad basenem dostaję szału, gdy po raz kolejny podchodzi do mnie tzw. animatorka i pyta, czy nie chciałabym uczestniczyć w zajęciach. A wieczór spędzony w zatłoczonym miasteczku sprawia, że poziom agresji wzrasta. Ale jeśli ktoś chce po prostu wylegiwać się na słońcu i delektować każdą chwilą nicnierobienia, to jak najbardziej można. Czasami, aby naładować baterie, wystarczy po prostu widok morza o niezwykłym kolorze, dobra książka i drink z parasolką.

Raj dla nurków

Ale w Sharm jest też, a może przede wszystkim, mnóstwo amatorów wielkiego błękitu. Patrząc na to, ile dziennie łodzi wypływa z portów, widać, że jest ich naprawdę pokaźna liczba. Tysiące osób przybywa tu tylko po to, żeby nurkować. Nic więcej ich nie interesuje. Nawet ci, którzy przyjechali tutaj, nie wiedząc do końca, po co, szybko odnajdują właściwą drogę. Być może wstyd się przyznać, ale choć byłam w Egipcie 4 czy 5 razy, to nie widziałam piramid, Nilu, klasztoru św. Katarzyny i nie wspięłam się na górę Synaj. Zostałam zaprogramowana i wakacje spędzam tu za każdym razem w podobny sposób. W Sharm dzień wygląda według utartego schematu – 6 rano pobudka, transfer do portu, wypłynięcie łodzi, 3 nurki plus nocne, wieczorem powrót do hotelu, spotkanie wśród przyjaciół, którzy rozmawiają wyłącznie o tym, co się wydarzyło pod wodą, czyszczenie sprzętu, spanie, pobudka o 6 rano i kolejnego dnia wszystko się powtarza. I choć Sharm jest miejscem żyjącym w szaleńczym tempie, jak dla mnie w zdecydowanie zbyt szybkim tempie, to błękit morza i wszystko to, co znajduję pod wodą, wynagradza mi te nerwowe chwile na powierzchni.

Sharmwood – wytwórnia nurków

Podobnie, jak ja niecałe 4 lata temu, tak tysiące osób przede mną i po mnie rozpoczęły swoją przygodę z nurkowaniem właśnie w Sharm el Sheikh. Jest to miejsce stworzone do nauki nurkowania – idealne warunki, przejrzystość wody, miejsca o różnym stopniu trudności, niezliczona ilość baz, oferujących kursy i pakiety nurkowe. Oczywiście, dość łatwo wpaść w sidła mało profesjonalnej ekipy, dlatego warto wcześniej zasięgnąć języka, z kim nurkować i za ile.
 
To, czy będzie to zagraniczna, czy polska baza, zależy przede wszystkim od naszych oczekiwań: finansowych, co do jakości obsługi (np. dla niektórych istotne jest, aby ekipa: instruktor i divemaster mówili w ojczystym języku) i sprzętu (zawsze warto sprawdzić, na jakiej łodzi będziemy pływać); niewątpliwie liczą się także walory towarzyskie. W tym miejscu chciałabym podziękować Justynie i Piotrkowi z Nautica Sharm za wspólny nurkowy tydzień, bo było naprawdę miło.
 
Robiąc swój pierwszy kurs, tj. OWD, trafiłam świetnie, ale przyznaję, że był to przypadek. Filigranowa instruktorka z Francji zaraziła całą grupę swoimi opowieściami o nurkowaniu u wybrzeży jednej z wysp na Filipinach, gdzie z 60 czy 70 metrów wydobywała kamienie szlachetne, ale także nieprzeciętną wiedzą o podwodnym ekosystemie. Jej wiedza w połączeniu z fascynacją pewnego Polaka, który w swoim domu posiadał 3 ogromne akwaria, zaopatrzone w sprzęt, który imitował fazy księżyca, były naprawdę zaraźliwe. Uzależniłam się! Dobranie bazy, z którą zwiążemy się na tydzień czy dwa, jest ważne. Od tego, jakie będzie nasze pierwsze doświadczenie, może dużo zależeć. Dlatego warto zwrócić uwagę, z kim będziemy nurkować.

Sharm 2006

W tym roku spędziliśmy tydzień w Sharm el Sheikh w sierpniu, czyli w najgorętszym miesiącu. W tym czasie rafy są najbardziej kolorowe, Tiran mieni się feerią barw, Shark & Yolanda Reef przeżywa prawdziwe oblężenie różnych form życia – liczba ryb jest imponująca. I chociaż latem temperatura w Egipcie jest naprawdę wysoka, to warto przyjechać tu o tej porze roku po to, by móc podziwiać nieprzeciętne podwodne widoki. My wybraliśmy się w tym czasie na zaproszenie Nautica Sharm.
 
Wszystkie ważne punkty udanego urlopu zostały wypełnione. To były wakacje w świetnym towarzystwie, sami przyjaciele, ekipa z podobnym doświadczeniem nurkowym. Przyznam, że liczyłam naprawdę na wyjątkowe nurkowania. O tym, co zobaczyliśmy pod wodą, postaram się napisać na tyle dokładnie, aby każdy choć w minimalnym stopniu mógł przekonać się, czy warto polecieć na nurkowe wakacje do Sharm el Sheikh. Ja nie mam obiekcji, ale gdybyście potrzebowali wizualnych argumentów, to cały materiał fotograficzny o podwodnym Sharm w wykonaniu Darka Sepioło na pewno nie pozostawi cienia wątpliwości.

PARK NARODOWY RAS MOHAMMED

Park Narodowy Ras Mohammed mieści się na najdalej na południe wysuniętym skrawku Synaju. Często nazywany jest perłą w koronie Morza Czerwonego. Teren objęto ochroną i został ustanowiony jako park morski w 1983 roku, a przekształcony w prawdziwy Park Narodowy w 1989 roku. Park jest otoczony pięknymi rafami koralowymi, w których usytuowane są jedne z najpiękniejszych miejsc do nurkowania.
 
Ze względu na położenie geograficzne półwysep Ras Mohammed to miejsce wyjątkowe. Silne prądy przynoszą coraz to nowe, ogromne ilości planktonu i innego pokarmu, który korzystnie wpływa na wzrost korali oraz przyciąga duże ławice ryb zarówno pelagicznych, jak i rafowych. Podwodne ogrody są domem wielu formacji koralowych. Rafa koralowa, którą buduje ponad 150 gatunków koralowców oraz tysiące fantastycznie ubarwionych ryb, stanowią o wyjątkowości tego miejsca. W parku jest kilka raf, na których się nurkuje. Są to: Ras Ghozlani, Ras Za'atar, Jackfish Alley, Eel Garden, Shark Observatory, Anemone City, Shark Reef i Yolanda Reef. My nasz pierwszy dzień nurkowy spędziliśmy na:

SHARK & YOLANDA REEF

Shark Reef to jedno z najsłynniejszych miejsc nurkowych w tej okolicy. Aby docenić splendor tego miejsca, należy odwiedzić je właśnie latem. Podziwianie ławic ryb – bigeye jackfish’y (karanksy), bluefin trevalley’ów, barakud i innych przysparza sporo emocji. Naszej grupie udało się również spotkać napoleona. Te olbrzymie ryby z reguły wykazują spore zainteresowanie, ale też z niedowierzaniem spoglądają na nurka. Charakterystyczne dla tej rafy są także glassfish’e oraz ogromne gorgonie.
 
Niestety, na Shark & Yolanda Reef występują z reguły dość silne prądy, dlatego rafa ta nie jest polecana świeżo upieczonym nurkom. Najpowszechniejsza trasa pozwala odwiedzić nie tylko Shark Reef, ale także dwa pozostałe, pobliskie miejsca: Anemone City i Yolanda Reef. Wszystko, o ile prąd na to pozwoli, za jednym podejściem. My za pierwszym razem musimy zrezygnować z Anemone City. Ale czas pokazał, że zostawiliśmy ją sobie na deser – ta rafa to wisienka na ciastku z kremem.
 
Mimo dość silnego prądu udaje nam się dobić do Yolandy. Mijamy południową ścianę rafy po to, by ujrzeć pozostałości statku handlowego Yolanda, który zatonął w nocy z 1-2 kwietnia 1980 r. w drodze do Akaby. Jest to niezwykłe miejsce, bo rozsypane na dnie wanny, materiały sanitarne, skrzynki z whisky, a nawet BMW 320, który należał do kapitana, wyglądają dość surrealistycznie. Widok bidetu czy też toalety, pomiędzy którymi pływają kolorowe rybki, jest uroczy. Wśród tych dziwacznych kształtów udaje się nam również spotkać ziewającą murenę, crocodilefish oraz circular batfish.

MARSA UMM MUREIKA

Na lunch zatrzymujemy się w zatoce Marsa Bareika. Leniwe chwile na łodzi. Po dwóch godzinach przerwy wskakujemy do wody. Potwierdzenie – wszystko jest OK i rozpoczynamy bardzo spokojnego, leniwego nurka. Tutaj można podziwiać korale stołowe i wynaleźć ślimaki nagoskrzelne.
 
Kolejny dzień spędzamy na tzw. rafach lokalnych. Nie należy się zniechęcać, bo są one śliczne i na pewno nie rozczarują nawet najbardziej wymagających nurków. Jednym z moich ulubionych raf są: Temple, Ras Umm Sid i Ras Katy. Niestety, są one dość popularne, więc najlepiej wyprzedzić rano wszystkie łodzie lub nurkować po południu.

RAS KATY

To śliczna lokalna rafa. Nurkuje się tu wśród ogrodu koralowego i piaszczystych połaci. Zanurzamy się, płyniemy obok formacji skalnych, mijamy je, aby dotrzeć do drop offu. Płyniemy na 30 metrach w poszukiwaniu większego zwierza. Płynąc wzdłuż ściany, obok nas przepływają stada dużych tuńczyków, chwilę później ławica trvellerów. Niestety, polowanie jest mizerne, liczyliśmy na znacznie więcej. Powoli wynurzamy się, aby popływać wśród ogrodów koralowych, położonych na głębokości 12-16 metrów. W trakcie nurkowania spotkaliśmy olbrzymią, pływającą murenę. To drapieżnie wyglądające stworzenie robi niesamowite wrażenie, gdy płynie po dnie. Wydawało się, że murena olbrzymia nie zwraca na nas uwagi, ale ja nie byłam przekonana, czy przypadkiem nie trafiliśmy na porę obiadową. Blue Spoted Stingray zawsze robią duże wrażenie – okazałych rozmiarów osobnik leżał pod koralem. W trakcie nurkowania widzieliśmy też sporą ławicę bigeye jackfish oraz flirtującą blackspotted pufferfish.

RAS UMM SID

Ras Umm Sid to nazwa przylądka, na którym znajduje się latarnia morska. Miejsce to jest łatwo dostępne nawet z lądu. Jest tu imponująca ilość ryb papuzich i skrzydlic. Ras Umm Sid słynie z niezwykle mnogich gorgonii, tworzących jedną z najpiękniejszych formacji tego typu w północnym Morzu Czerwonym. Bogactwo tej rafy jest nie do opisania. Mogłabym wymieniać wiele stworzeń, które udało nam się tu zobaczyć. Aby przekonać sceptyków do nurkowania na rafach lokalnych, nadmienię, że to właśnie tu widzieliśmy mantę, która majestatycznie przepłynęła w toni w odległości ok. 15 metrów od nas. Spotkaliśmy też crocodilefish, dwie stonefish, lionfish, panther torpedoray, blood spoted glass doris oraz liczące ok. 150 sztuk stado barakud. Imponujący widok! Ras Umm Sid to także niezwykle interesujące miejsce na nocne nurkowania, możliwość zobaczenia śpiących ryb papuzich w ich legowiskach.
 
Kolejny dzień to był piątek, podobno, bo będąc w Sharm na wakacjach łatwo zgubić rachubę czasu. Mógł być to piątek albo niedziela, bo właśnie w te dni Nautica pływała na TIRAN. Moje ulubione miejsce nurkowe w okolicach Sharm. Założenie na ten dzień jest banalne – 3 nurki, wszystkie mają być wyjątkowe.

JACKSON REEF

Warunki sprzyjają temu, aby wyskoczyć na zewnętrznej części rafy. Nasza szóstka wyskakuje prosto w toń. Mamy nadzieję na spotkanie rekinów. Opadamy na znaczną głębokość… wisimy w toni… chwile niecierpliwości iii… są! Pod nami krążą 3 rekiny młoty (ang. Hammerhead), do nich dołączają kolejne i kolejne, w sumie jest ich szesnaście. Nie możemy uwierzyć własnym oczom. Co chwila słychać stuk w butle, co sygnalizuje, że kolejna osoba zobaczyła następną sztukę. To spotkanie przysporzyło wyjątkowych emocji. Poziom adrenaliny skoczył w górę. Chciałoby się zejść jeszcze głębiej. W takich momentach trudno o zachowanie zdrowego rozsądku. Trudno oprzeć się chęci jak najbliższego obcowania z tymi niesamowitymi stworzeniami. Ale cóż, my nie możemy dłużej przebywać na tej głębokości, a rekiny powoli przemieszczają się w inne miejsce. Powoli zmniejszamy głębokość i kierujemy się w stronę rafy. Jesteśmy pod ogromnym wrażeniem. Właściwie trudno opisać to doświadczenie. Trudno przelać na papier emocje towarzyszące temu spotkaniu. Takie ilości rekinów są niezwykle rzadkie. Wytrawni nurkowie, którzy nurkują w Egipcie wiele lat, nigdy nie widzieli takiej liczby rekinów. Nam udało się zobaczyć aż 16!

Przypuszczaliśmy, że na tym nurku już nic ciekawego więcej nie zobaczymy. Zresztą, lekko oszołomieni tym niesamowitym spotkaniem, nie wytężaliśmy wzroku w poszukiwaniu innych stworzeń, bo co może równać się rekinom. Jednak trudno przeoczyć żółwia! To kolejne stworzenie, które sprawia, że nurek zostaje wprawiony w miły nastrój. Osobnik, który przepłynął obok nas, był naprawdę pokaźnych rozmiarów – skorupa miała ponad metr. Żółwie nie reagują na nurków, nie zwracają na nich szczególnej uwagi, więc spotkanie z nimi może być naprawdę bliskie. Niestety, trwa to dosłownie chwilę, bo przy rafie prąd nabiera na sile i coraz trudniej jest z nim walczyć. Odpuszczamy i dalsza część nurkowania jest w dryfie. Mijają nas ławice dużych ryb: gigant travalleyów oraz bluefin travelleyów. Po takim nurkowaniu trudno zapanować nad emocjami, po brzegi wypełniła nas radość i poczucie przeżycia naprawdę wyjątkowej chwili. Właściwie każde nurkowanie dodaje nowej energii, ale to było naprawdę wyjątkowe.

Drugi nurek tego dnia jest również na Jackson Reef. Wyskakujemy przy południowo-zachodnim rogu rafy. Ta część znajduje się w strefie silnych, czasami bardzo gwałtownych prądów. Tym razem także nam towarzyszy silny prąd. Przemieszczamy się w kierunku wschodniej części rafy, niestety, wszystko mija, jak w kalejdoskopie. Także widoczność jest nie najlepsza, zaledwie 10-15 metrów. Szkoda, że panują takie warunki, bo na Jackson Reef jest naprawdę wszystko. Setki stworzeń o niewyobrażalnych kształtach i kolorach. To miejsce jest cudowne. Wrażenie z mojego pierwszego nurkowania w życiu nie było jedynie imaginacją świeżo upieczonego nurka. Tiran to naprawdę wyjątkowe miejsce.

THOMAS REEF

To jedno z najbardziej spektakularnych miejsc nurkowych w północnej części Morza Czerwonego. Thomas Reef to niewielka rafa pomiędzy Gordon Reef i Woodhouse Reef. Praktycznie może być okrążona w trakcie jednego nurkowania. Ściany rafy opadają pionowo do znacznych głębokości, dlatego miejsce to jest cenione przez nurków technicznych. Południowy róg rafy to najlepsze miejsce do rozpoczęcia podwodnych podróży. Nurkowanie odbywa się zazwyczaj wzdłuż wschodniej strony, bogatej w korale. Na głębokości ok. 25 m znajduje się nieznaczne wzniesienie. W tym miejscu zobaczyć można imponujące gorgonie oraz kolonie czarnych korali. Na głębokości 35 m otwiera się wspaniały i głęboki kanion, biegnący równolegle do rafy, poprzecinany seriami okazałych łuków. Róg północno-wschodni może zaskoczyć silnymi prądami. Przy sprzyjających warunkach, jeśli uda się przebrnąć przez ten fragment, można opłynąć całą rafę. Pozwoli to podziwiać jej północną część. Na ścianie zachodniej dostrzec można liczne szczeliny i jaskinie, ogromne gorgonie i bogactwo fauny – żółwie morskie, ryby rafowe (Angelfish - pokolce i Suergeonfish) oraz ryby pelagiczne, m.in. barakudy i tuńczyki.
 
Wokół Sharm el Sheikh jest kilkadziesiąt raf. Trudno w trakcie jednej wyprawy odwiedzić wszystkie. Na pewno każda jest inna, każda ma swój urok, każda jest nieprzewidywalna, bo trudno przewidzieć, jaką tajemnicę morze zechce nam wyjawić. Jestem przekonana, że każde kolejne miejsce będzie odkryciem i nowym doświadczeniem. I nieważne, czy zobaczymy 16 rekinów, czy olbrzymią ławicę barakud, ważne jest to, jak kontakt z wielkim błękitem wpływa na nas samych. Faktycznie Tiran i Ras Mohammed zasługują na uwagę i każdy nurek, który wybierze się do Sharm, powinien zanurkować na rafach okalających te miejsca. Jednak mam kilka przykładów raf, które też warto odwiedzić:

RAS BOB

Nazwa pochodzi od imienia fotografa, Boba Johnsona, który latami pracował w tym obszarze. Miejsce odkryli niedawno instruktorzy z Sharm el Sheikh. Jest to punkt krańcowy Ras Nasrani. Ras Bob oddzielony jest od fal, wiatru i silnych prądów – jeśli występują tu prądy, to są zazwyczaj słabe. Na Ras Bob typowe nurkowanie zaczyna się z łodzi, zacumowanej na skamieniałym szczycie korala, na głębokości ok. 20 m. Cały urok tego miejsca polega na tym, że rafa poprzerywana jest piaszczystymi stokami, które są domem dla węgorzyków. Także crocodilefish i bluespotted rays często tu odpoczywają. Ten pustynny krajobraz jest niecodzienny. Jednak na Ras Bob są też liczne jaskinie i szczeliny (z tym, że głębokość wody wynosi tu średnio 4 – 8 m), w których odnalazłam rzadko spotykane pipefish.

RAS NASRANI

Nazwa ta oznacza „Przylądek Chrześcijański”. Rafa leży kilkanaście kilometrów na północ od zatoki Naama. Nurkowanie rozpoczyna się na małym, piaszczystym plateau, na głębokości ok. 6m. Na 12 metrach widać pierwsze okazy uroczych, czerwonych anemonów. Następnie kierujemy się na północ w kierunku przylądka. Mijając duże gorgonie na głębokości 20m, można natykać się na kolonie korali. Ras Nasrani to idealne miejsce na obserwowanie małży Tridacana, gdzie gęstość populacji jest największa, jeśli chodzi o obszar Morza Czerwonego.

ANEMONE CITY

To był nurek na do widzenia. Rafa, oczywiście, należy do Parku Ras Mohammed, ale nasz przewodnik ostatniego dnia wybrał właśnie ją. Nazwa rafy nie jest zaskakująca, biorąc pod uwagę fakt, że pod wodą znajduje się wielkie osiedle tych uroczych rybek. Błazenki to prawdopodobnie jedne z najbardziej lubianych rybek. Ich ilość w tym miejscu jest naprawdę imponująca. Powszechnie występujące anemonki są niezwykle zabawne, są to rybki z charakterem, są też niezwykle odważne. Trudno im odmówić także urody, więc są też częstym obiektem zainteresowań dla fotografów. O ile czas i prąd na to pozwoli, z Anemone City można przemieścić się, płynąc przez chwilę w toni, na Shark Reef. W trakcie naszego nurkowania zrealizowaliśmy właśnie taki plan. Wrażenie niesamowite, bo w toni spotkaliśmy ławicę barakud, polujących na glassfishe, napoleona i dużą grupę tuńczyków.

Thistlegorm

Będąc w Sharm el Sheikh, obowiązkowym punktem dla średnio zaawansowanych nurków jest wyprawa na Thistlegorm. To wyjątkowy wrak, który każdy nurek żądny emocji powinien odwiedzić. My, oczywiście, nie odmówiliśmy sobie tej przyjemności. Ale o tym, jak wygląda nurkowanie na Thistlegormie, piszemy w odrębnym artykule…
 
Sharm el Sheikh ma dwa różne oblicza. Jest to miejsce, w którym, przebywając wyłącznie na lądzie, trudno o odpoczynek. Niestety, życie biegnie tu bardzo szybko, nie tak jak w oddalonym o 1,5 godziny drogi Dahabie. Jednak, gdy już jesteśmy na łodzi, złapiemy wiatr we włosy i spojrzymy przed siebie na turkusowy horyzont, to łatwo napełnić się spokojem. Ja za każdym razem upajam się tym widokiem, a nurkowanie na bajecznie kolorowych rafach wokół półwyspu Synaj wynagradza mi wszelki dyskomfort. Właściwie to już tęsknię za Morzem Czerwonym…

Numer 5/2012
W nowym numerze:

Barren Island - nurkowanie pod wulkanem
Serwis informacyjny
Konkurs fotograficzny
Zupa rybna w Omanie
LofotenFREEdiving
Wywiad z Mateuszem Maliną
IV Konferencja Nurkowa Zakrzówek 2012
Wywiad z Pascalem Bernabe
Po co nurkować?
Oceanografia dla każdego!
Zatopione skarby Morza Egejskiego
25 gadżetów dla nurka
Archeologiczne badania w Zatoce Gdańskiej
No Gravity Wreck Expedition Ustka 2012
Nurkowanie na Sri Lance – wrak HMS Hermes

 
   
dodaj do ulubionych | ustaw jako startową WielkiBlekit.pl © 2004-2011
nurkowanie z pasją
Polecamy: fotografia podwodna, Amtex druk wielkoformatowy. Rojswiatel kinkiety, lampy, żyrandole. Bungalowy domki rewal
Projekt & cms: www.zstudio.pl