Antarktyka
 
 
Logowanie
Przypomnij hasło
Załóż konto
Start e - WB Konkurs foto Archiwum Sklep Tapety Kontakt
TAPETY WB
Start
PATRONATY MEDIOWE WB:
SPRZĘT:
MEDYCYNA NURKOWA:
MIEJSCA NURKOWE:
Antarktyka
Australia
Egipt Dahab
Egipt Hurgada
Egipt St. Johns
Filipiny
Galapagos
Palau
Kajmany
Mauritius
Palau
Sudan
Wakatobi
Egipt Sharm
Komodo
Papua Nowa Gwinea
REKLAMA
POLECANE STRONY
CENTRA NURKOWE POLSKA
POLSKIE CENTRA NURKOWE ŚWIAT
 
Wyszukiwarka    
Nurkowanie w krainie królowej śniegu

Tekst i zdjęcia: André Crone

Artykuł ukazał się
w Wielkim Błękicie nr 1/2007
 
Antarktyka nie jest raczej miejscem, które kojarzy się z nurkowaniem. Ekstremalne warunki nie przemawiają do wyobraźni większości nurków. Są jednak i tacy, dla których wody Antarktyki są wymarzonym miejscem do zanurzenia. Jest tu wciąż mnóstwo mało znanych miejsc. Mieliśmy okazję wybrać się tam i doświadczyć czegoś, co przerosło nasze najśmielsze oczekiwania.

Południowy kontynent

W zamierzchłych czasach krążyły liczne legendy na temat „południowego" kontynentu. Przez stulecia uczeni domyślali się jego istnienia. Niektórzy uważali, że musi istnieć na południu, aby zrównoważyć masy lądowe na półkuli północnej.
 
Przez długi czas były to jedynie domysły. Kontynent pozostawał nieodkryty. Według przekazów historycznych podróżnicy bali się zapuszczać tak daleko na południe. Strach wzbudzał już sam rejon równika, kojarzony z bardzo wysokimi temperaturami. Mimo tych obaw legendarny „południowy kontynent" wciąż oddziaływał na wyobraźnię podróżników. Wielu z nich chciało zapisać się na kartach historii jako odkrywcy „ostatniego" kontynentu. Wkrótce wyruszyły pierwsze ekspedycje, mające na celu odkrycie nowego lądu. Portugalczycy dokonali pierwszej próby. Wykazali, że można opłynąć Afrykę. Następnie, około roku 1520, Ferdynand Magellan odkrył Ziemię Ognistą, przyczyniając się do jeszcze większego zainteresowania tajemniczym lądem.

Początkowo sądzono, że Antarktyda jest ogromnym kontynentem, połączonym z Afryką, Ameryką Południową i Australią. Kolejne ekspedycje stopniowo obalały tę hipotezę. Uczeni nadal byli jednak przekonani o istnieniu południowego kontynentu. Silne sztormy, lodowce i gęsta mgła przez długi czas udaremniały próby dotarcia do Antarktydy.
 
Podróżnicy, którzy zapuszczali się w okolice Antarktyki, powracali do domów, opowiadając o wielorybach, fokach czy pingwinach. Wkrótce obrzeża Antarktyki zasłynęły jako rejon polowań. Organizowano wyprawy łowieckie. W rezultacie wyginęło wiele lokalnych gatunków zwierząt.
 
Pod koniec dziewiętnastego wieku zainteresowanie Antarktydą sięgnęło zenitu. Pozostałe kontynenty zostały już mniej lub bardziej poznane. Emocje wzbudzały próby dotarcia do południowego bieguna magnetycznego oraz geograficznego. Warto przypomnieć, że południowy biegun magnetyczny nie jest stałym punktem. Co pewien czas przemieszcza się, podobnie jak jego północny odpowiednik. Jest to punkt, w którym pole magnetyczne Ziemi tworzy z jej powierzchnią kąt 90°.

Historia odkryć

W roku 1831 Szkot James Clark Ross dokonał odkrycia północnego bieguna magnetycznego. Wyszedł z założenia, że równie łatwo przyjdzie mu zdobycie bieguna południowego. W tym celu w roku 1839 zorganizował wyprawę, składającą się z dwóch statków. Ekspedycja zatrzymała się na Wyspach Kerguelena, aby przeprowadzić pomiary pola magnetycznego oraz badania astronomiczne. 1 stycznia 1841 roku Ross przekroczył południowe koło podbiegunowe. Niestety, jego statek został uwięziony przez lody. Ogromnym wysiłkiem załodze statku udało się uwolnić go z mas lodowych i wydostać na otwarte wody, które nazwano Morzem Rossa. W rejonie tym Ross zaobserwował dziwne zachowanie igły magnetycznej busoli. Biegun magnetyczny musiał być zatem w pobliżu. Płynąc dalej na południe, wyprawa dotarła do Wyspy Possession, a następnie do olbrzymiej ściany lodu, nazwanej Lodowcem Szelfowym Rossa. Wyprawa Rossa nie zdobyła, co prawda, bieguna magnetycznego, ale jako pierwsza dotarła tak daleko na południe.
 
W nabierającym tempa wyścigu o tytuł zdobywcy geograficznego bieguna południowego główną rolę, oprócz Roberta Falcona Scotta, zaczęli odgrywać Ernest H. Shackleton i Roald E.G. Amundsen.

W roku 1911 Scott wyruszył na ekspedycję do geograficznego bieguna południowego. W tym samym roku Amundsen przygotowywał wyprawę na biegun północny. Scott był przekonany, że nie zagraża mu żadna konkurencja. W trakcie podróży na Wyspę Rossa dotarł do niego telegram. Amundsen informował w nim o zmianie swoich planów i podjęciu decyzji, by wyruszyć na południe. Wyścig rozpoczął się na dobre.
 
Scott zaczął wyprawę w głąb Antarktydy od założenia bazy wypadowej. W listopadzie w kierunku bieguna południowego wyruszyła ekspedycja, składająca się z dwunastu mężczyzn oraz dziesięciu koni. Wyprawa napotykała na liczne trudności. Na początku grudnia członkowie musieli przebywać w namiotach przez cztery dni z powodu silnych zamieci. Temperatura spadła do – 60 stopni Celsjusza, szalały zamiecie, wiał przenikliwy wiatr. 20 grudnia 1911 roku dwunastu członków wyprawy oraz dziesięć koni rozpoczęło powolne wejście na Lodowiec Beardmore'a. 6 stycznia czwórka polarników, nie zdając sobie z tego sprawy, dotarła do miejsca, w którym kilka tygodni wcześniej był już Shackleton.
 
16 stycznia Scott zorientował się, że został pokonany. Polarnicy dostrzegli niewielką flagę nad opuszczonym namiotem. Na śniegu widniały ślady psich łap oraz ludzkich stóp. W jednym z namiotów znaleźli notatkę sporządzoną przez Amundsena. Przegrali! Amundsen dotarł do bieguna południowego 14 grudnia 1911 roku. Pokonał trasę prawie o sto kilometrów dłuższą niż Scott. Jego ekspedycja nie borykała się jednak z tak poważnymi problemami, jak wyprawa Scotta.

Jak dotrzeć na Antarktydę

Podróż z Europy do Antarktyki trwa długo i jest dość skomplikowana. Na Antarktydę można dotrzeć z Buenos Aires. Jest to okazja do zwiedzenia miasta i jego malowniczych okolic. Z Buenos Aires można polecieć do Ushuaii, najbardziej na południe wysuniętego miasta świata. Stamtąd wyruszamy w dalszą podróż statkiem. Po dwóch dniach podróży ujrzymy brzegi Antarktydy. Podróż częściowo przebiega słynną Cieśniną Drake'a, znaną z gwałtownych sztormów. Przez całe stulecia przeprawa cieśniną stanowiła wyzwanie, któremu żeglarze nie potrafili sprostać. Również obecnie jest to najtrudniejsza część podróży. Uwaga – rzadko kto nie zapada na chorobę morską podczas przeprawy na tym odcinku trasy.
 
Popłynęliśmy rosyjskim statkiem „Profesor Micheev”. Statek ten wcześniej służył do celów badawczych. Obecnie jest czarterowany przez firmę „Ocean Wide Expeditions”. Doskonale spisuje się podczas wypraw w okolice koła podbiegunowego. Został zbudowany z odpornych materiałów i ma wzmocniony kadłub, tak aby stawić czoła masom lodowym. Załogę stanowi grupa przyjaznych Rosjan. Wśród organizatorów ekspedycji są przedstawiciele wielu narodowości.
 
Na pokładzie spotkaliśmy pasażerów z różnych zakątków globu. Wśród nich – małą grupę nurków, noszących się z zamiarem nurkowania w wodach Antarktyki. Zdecydowaną większość pasażerów stanowili miłośnicy przyrody, którzy wybrali się w podróż, aby podziwiać rzadką i unikalną florę i faunę oraz majestatyczne góry lodowe. Flora i fauna Antarktyki jest wyjątkowo wrażliwa na wszelkie czynniki zewnętrzne i wymaga szczególnej ochrony. Z tego powodu turystyka na tym obszarze poddana została surowym rygorom. Organizatorzy ekspedycji na tereny Antarktyki zawiązali stowarzyszenie – International Association of Antarctica Tour Operators (IAATO) – mające na celu monitorowanie i kontrolowanie turystyki na tym obszarze.
 
Przed wypłynięciem z portu organizatorzy ekspedycji na tereny Antarktyki zobowiązani są przedłożyć plan podróży, tak aby nie więcej niż jeden statek mógł cumować w danym miejscu w określonym czasie. Podczas podróży pasażerowie codziennie instruowani są na temat przepisów IAATO. Turystom nie wolno podchodzić zbyt blisko do zwierząt. Przewodnicy przypominają uczestnikom ekspedycji, że są tam jedynie gośćmi, a zakłócanie trybu życia zwierząt może mieć katastrofalne dla nich skutki. Podczas wyprawy do Antarktyki obowiązuje ścisła reguła nieingerowania w przyrodę.

Zimna woda...

Na Antarktydę wybraliśmy się głównie, aby nurkować. Po przybyciu na miejsce, niecierpliwie czekaliśmy na pierwsze zanurzenie. Nurkowanie w tych rejonach, oczywiście, nie należy do łatwych. Dlatego też w trakcie wyprawy regularnie odbywają się briefingi przeznaczone dla nurków. Żadna tutejsza wyprawa nie jest do końca przewidywalna. Ani dokładna trasa rejsu, ani dokładne miejsca nurkowania nie mogą być z góry precyzyjnie ustalone, ponieważ warunki pogodowe prawie zawsze przyczyniają się do zmian oryginalnego planu podróży.
 
Korzystając z pontonów, nurkujemy w lodowato zimnej wodzie dwa razy dziennie. W trakcie całej wyprawy możemy wykonać maksymalnie dziesięć zanurzeń, o ile pozwoli na to pogoda. Przed każdym zanurzeniem odbywa się obowiązkowy briefing na temat wybranego miejsca. Przekazywane są informacje o tym, co można, a czego nie wolno robić. Jeśli zamierzamy fotografować, warto przed zanurzeniem upewnić się, jakiego typu jest to miejsce i jaki na przykład zabrać obiektyw. Biorąc pod uwagę panujący przed zanurzeniami pośpiech, dobrze jest pamiętać o wcześniejszym dobraniu odpowiedniego sprzętu fotograficznego.
 
Podczas pierwszego briefingu divemasterzy dokładnie sprawdzają wszystkie automaty. Nurkując, powinniśmy mieć maksimum pięć węży podłączonych do dwóch pierwszych stopni. To podstawowa reguła dotycząca nurkowania w Antarktyce. Zamarznięty automat może być przyczyną ogromnych problemów, dlatego zawsze konieczne są dodatkowe zabezpieczenia. Oczywiście, z powodu bardzo niskich temperatur wody suche skafandry są absolutną koniecznością podczas nurkowania w Antarktyce.

Pierwsze zanurzenie

Nasze pierwsze zanurzenie odbywa się u wybrzeży Wyspy Deception. Wyspa ta zapisała się na kartach historii wypraw do Antarktyki. To tu właśnie ugrzęzła wśród lodów pierwsza wyprawa Ernesta H. Shackletona na biegun południowy. Pierwsze zanurzenie podczas każdej z wypraw do Antarktyki jest zanurzeniem próbnym. Ponieważ warunki nurkowania są tu ekstremalne, nasz divemaster wybiera miejsce łatwe do zejścia pod powierzchnię wody w celu wypróbowania sprzętu. Po przetestowaniu sprzętu, divemasterzy prowadzą nas coraz głębiej. Już podczas pierwszego zanurzenia mamy ogólny obraz tego, czego można się spodziewać po nurkowaniu w tych stronach. Piękne rozgwiazdy i anemony witają nas w swoim świecie. Niektórym nurkom udało się spotkać nawet foki.
 
Nurkowanie w rejonach Antarktyki otwiera nam oczy na różnorodność tutejszego podwodnego świata. Podczas kolejnych zanurzeń zwiedzamy wrak starego kutra, służącego do polowań na wieloryby. Woda jest przejrzysta, więc wrak widać bardzo wyraźnie. Znajdujemy tam również wiele pięknych okazów gąbek.
 
Nurkowanie w pobliżu gór lodowych jest jednym z bardziej ekscytujących elementów ekspedycji. Nasz divemaster ciągle wypatrywał gór lodowych, w pobliżu których moglibyśmy nurkować. Jest to dość niebezpieczne nurkowanie, tak więc przewodnicy wybierają tylko te góry, które są bardzo stabilne. Nurkowanie w pobliżu niestabilnej góry może doprowadzić nawet do jej wywrócenia. Wszyscy nurkujący byli pod wrażeniem olśniewającego piękna lodu. Każda góra lodowa ma inną strukturę i kolor. W świetle słońca lód mieni się feerią barw. Podczas podróży natknęliśmy się na górę lodową o kształcie twarzy. Żartowaliśmy, że mamy przed sobą czoło lodowca.
 
Miłośnicy podwodnej fauny z pewnością nie rozczarują się podczas wyprawy do Antarktyki. Rozgwiazdy i anemony występują tu w przeróżnych kształtach i kolorach. Można też podziwiać krewetki, ślimaki nagoskrzelne, ryby i wiele innych okazów podmorskiej fauny. Dla nurków robiących zdjęcia za pomocą obiektywu szerokokątnego Antarktyka jest wymarzonym miejscem. Góry lodowe są wyjątkowo wdzięcznym obiektem do fotografowania.

Foki i lamparty

Nurkowanie wśród fok to kolejne niezapomniane przeżycie. W wodach wokół Antarktyki żyje ich kilka gatunków. Próbując wytropić lamparty morskie, mieliśmy przyjemność natknąć się na słonie morskie oraz foki Weddela, krążące w pobliżu gór lodowych. Cieszące się popularnością wśród fotografików i miłośników zwierząt lamparty morskie uważane są za najbardziej agresywny gatunek fok w rejonie Antarktyki. Dorosłe samce osiągają trzy metry długości i ważą do 300 kilogramów. Samice są nawet nieco większe. Latem można się na nie natknąć w wodach pokrytych krą. Zimą trzymają się północnych obrzeży Antarktyki.
 
Już sam widok zwierzęcia wzbudza strach. Lamparty morskie mają potężny łeb, przypominający ten u dużych gadów. Charakteryzują się masywnym karkiem i wielką paszczą, uzbrojoną w duże, ostre zęby. Futro na podgardlu jest prawie białe, z czarnymi cętkami. To właśnie tym cętkom gatunek zawdzięcza nazwę. Górna część tułowia jest ciemnoszara, dolna – jaśniejsza. Lamparty morskie są doskonale przystosowane do życia w środowisku morskim. Ich ciała są opływowe. Dzięki silnym płetwom potrafią osiągnąć prędkość nawet 35 km/h. Są więc trochę szybsze od najszybszych gatunków pingwina.
 
Mają imponujące kły – duże i przystosowane do rozrywania mięsa upolowanej ofiary. Polują głównie na pingwiny. Często można zauważyć lamparta morskiego, czekającego na krze lub skale, aż upatrzona ofiara zanurzy się w wodzie. Błyskawicznie się wtedy na nią rzucają. Lamparty morskie polują również na ryby, kałamarnice, kryl, czasami na inne foki. Znane są mrożące krew w żyłach opowieści o przypadkach atakowania ludzi. Jedynie kilka takich przypadków zostało potwierdzonych. Większość z nich jednak to zapewne wytwór wyobraźni.
 
Niewiele wiadomo na temat prokreacji lampartów morskich. Ich tereny godowe są trudno dostępne. Lamparty morskie prowadzą samotniczy tryb życia. Jedynie w okresie godowym można je spotkać w parach lub większych grupach. Zwierzęta te podobno dożywają 26 lat, chociaż informacje na temat długości ich życia nie są pewne. Na obszarze Antarktyki jedynym znanym gatunkiem polującym na lamparty morskie są orki.

Polowanie...

Współtowarzysze podróży zdziwili się, kiedy im zdradziłem, że zamierzam sfotografować lamparta morskiego atakującego pingwina. Wszyscy słyszeli opowieści o przypadkach zaatakowania człowieka przez te groźne zwierzęta. Twierdzili, że jest to bardzo niebezpieczne. W trakcie jednego z zanurzeń zauważyliśmy lamparta w pobliżu góry lodowej. Widoczność była jednak bardzo ograniczona, a zwierzę pływało na głębokości uniemożliwiającej jego sfotografowanie. Podczas jednego z ostatnich zanurzeń w trakcie podróży zauważyliśmy inny okaz, zawzięcie polujący na pingwiny. Zszedłem pod wodę i podpłynąłem w jego kierunku. Lampart był olbrzymi, o wiele większy niż się spodziewałem – prawie trzy metry długości. Przezwyciężyłem strach i zbliżyłem się do zwierzęcia, które po pewnym czasie nie wykazało zainteresowania moją osobą i pozwoliło się fotografować.
 
Po dwudziestu minutach lampart upolował pingwina. Niestety, nie zdążyłem sfotografować tego momentu. Mimo to miałem poczucie sukcesu. Po jakimś czasie zwierzę zaczęło zachowywać się coraz bardziej agresywnie. Zaczęło na mnie napierać, próbując wypchnąć ze swego terytorium. W rezultacie powstało ciekawe ujęcie szeroko otwartego pyska. Miałem szczęście – uwagę zwierzęcia w ostatniej chwili odciągnął pingwin, z którym lampart zaczął harcować. To była okazja do zrobienia najciekawszych zdjęć z całej podróży do Antarktyki. Niestety, po 80 minutach spędzonych w lodowatej wodzie musiałem szybko powrócić na powierzchnię.

Kruche piękno

Podróż do Antarktyki pozostanie dla mnie niezapomnianym przeżyciem. Uczestnicy wyprawy niebędący nurkami również podzielali mój entuzjazm. Podczas gdy nurkowie schodzili pod powierzchnię wody, pozostali pasażerowie wychodzili na ląd, aby obserwować ptactwo, pingwiny i foki lub z pokładu statku podziwiali majestatyczne góry lodowe. A trzeba przyznać, że są one równie piękne pod wodą, jak i ponad jej powierzchnią.
 
Wciąż toczy się dyskusja na temat przyszłości turystyki w Antarktyce. Jedni przestrzegają przed jej negatywnym wpływem na środowisko, inni wskazują na pożytki płynące z kontaktu z pięknem tego kontynentu. Osobiście przychylam się do drugiego poglądu. Piękno Antarktyki wywiera ogromne wrażenie. Pozwala lepiej zrozumieć, jak delikatna i wrażliwa jest przyroda i jak ważna jest jej ochrona. Zachowanie unikalnego piękna i charakteru Antarktyki jest możliwe między innymi dzięki działaniom organizacji IAATO, która reguluje turystykę w Antarktyce i edukuje turystów, odwiedzających ten kontynent.

Numer 5/2012
W nowym numerze:

Barren Island - nurkowanie pod wulkanem
Serwis informacyjny
Konkurs fotograficzny
Zupa rybna w Omanie
LofotenFREEdiving
Wywiad z Mateuszem Maliną
IV Konferencja Nurkowa Zakrzówek 2012
Wywiad z Pascalem Bernabe
Po co nurkować?
Oceanografia dla każdego!
Zatopione skarby Morza Egejskiego
25 gadżetów dla nurka
Archeologiczne badania w Zatoce Gdańskiej
No Gravity Wreck Expedition Ustka 2012
Nurkowanie na Sri Lance – wrak HMS Hermes

 
   
dodaj do ulubionych | ustaw jako startową WielkiBlekit.pl © 2004-2011
nurkowanie z pasją
Polecamy: fotografia podwodna, Amtex druk wielkoformatowy. Rojswiatel kinkiety, lampy, żyrandole. Bungalowy domki rewal
Projekt & cms: www.zstudio.pl